zyt blog

Twój nowy blog

Polacy
to wyjątkowi szczęściarze. Nasz rodziny język daje nam niezliczone możliwości
wypowiadania swoich myśli. Nie ma przeciwwskazań przed tworzeniem zdań okrągłych,
niczym walec z Sevres, nic nie stoi nam na przeszkodzie powiedzeniu zdanie, o
długości drogi z Gdańska do Krakowa, które i tak niewiele wnosi do dyskusji.

Spróbujmy,
choć troszeczkę, wyjaśnić podstawę fenomenu języka jakiemuś przeciętnemu
Andrzejowi.

Przedstawiając
rzecz jak najprościej – język składa się, z części mowy, czyli słów oraz
łączeniu i wypowiadaniu ich – mowy. I tak, słowo to narzędzie, mowa to jego
przeznaczenie, funkcja. Dalej, słowo to siekiera, mowa to rąbanie. Inaczej,
słowo to szczoteczka do zębów, mowa to mycie się nią. Można co prawda, do
ścinania drzewa użyć szczoteczki, jednak wątpię w sukces tego przedsięwzięcia,
tak jak martwiłbym się o stan uzębienia podczas szorowanie jamy ustnej toporem.

Te
przesadnie frywolne zestawienia, mają za zadanie ukazać potrzebę wyjątkowego
skupienie przy artykułowaniu wewnętrznych refleksji, bo chyba nikomu nie trzeba
tłumaczyć, czym kończy się, choćby szczoteczka w rękach szaleńca, o siekierze
już nie wspominając! [zyt]

Jak nieoficjalnie podaje jeden z posłów koalicji, prawdopodobny
jest scenariusz w którym to, opozycja ma zamiar przeprowadzić bodaj najbardziej
przemyślaną kampanię wyborczą na wschód od Odry. Przepuszczalnie koszty takiego
przedsięwzięcia, przekraczać będą granice dobrego smaku. Zapewne dobry smak nie
jest pojęciem obcym opozycjonistom, jednak większość społeczeństwa nie
wypowiada się jednoznacznie na ten temat.

Podsumowując – chyba za dużo chyba. [zyt]

Ty gaduło! Zabierasz nam tyle cennego czasu. Opowiadasz te
swoje ecie-pecie. Jesteś powodem niejednej sprzeczki rodzinnej czy koleżeńskiej.
Nie oszukujmy się – każdy chce spędzać z tobą jak najwięcej czasu. Denerwujesz
mnie.

Ty przyjacielu poszukujących! Lubisz zmiany – wiem. Doskonale
orientujesz się w bieżących wydarzeniach, jesteś wyjątkowo pojętny. Szanuję cię
za to.

Ty cholerny intrygancie! Manipulujesz nami, biednymi
owieczkami! Dobrze wiesz, jak trudno wytrzymać bez ciebie choćby dzień. Irytujesz
mnie.

Ty świetny towarzyszu! Tak dobrze potrafisz się dostosować
do sytuacji, każdemu powiesz coś frapującego, wszystkich zabawisz. Zawsze cię za to
podziwiałem, wiesz o tym, prawda?

I mam do ciebie tylko jedno pytanie: – Jak ty to robisz, że przez Ciebie tłumy ludzi nie mających własnego zdania,
bezmyślnie podążają za postaciami pojawiającymi się na twoim ekranie,co?

[zyt]    

O Skorupce

24 komentarzy

Ach
ci, Bogu ducha winni, rodzice! Tyleż kłopotu z wychowaniem potomka na swój znak
i podobieństwo. Jakaż niesforna ta dzieciarnia w dzisiejszych czasach, oj
niesforna. Chuliganią tylko i łajdaczą się gdzie popadnie – byle gdzie,
pokątnie. Po nocach, hultaje łażą, nicnierobieniem zajęci aby. A na dodatek
byle co jedzą i byle jakie są.

Gdy
już w domu na chwilę się zjawią – a rzadko bywają, bo go jak hotel traktują –
to tylko przed telewizorem siedzą. Telewizor i telewizor. Skaczą po kanałach,
że oczy bolą. Przecież to nawet oglądaniem nazwać nie można, a jak na czymś oko
zawieszą to tylko, albo krew, albo panienki gołe, albo hałas jakiś, co muzyką
niby nazywają. Ladacznice same w tej telewizji, nic się nie nauczą te
dzieciaki. Albo jakieś pedały, wyfryzurowane cyrkowo. Kto to widział tak na
ulicy się pokazać? Pedały i pedały! Grzech, grzech i jeszcze raz grzech.

Najgorsze
jest to, cholera jasna, że zawsze, ale to zawsze, gdy akurat jak mój ulubiony
program, to oni też coś chcą obejrzeć. Te ich głupoty.


Człowiek swoje czternaście lat przeżył i chce sobie, w spokoju poleżeć na
kanapie, z nogami na pufie

stwierdziła krytycznie gimnazjalistka. [zyt]


My gimnazjum nr 44! Oto słowa,
którymi zwracam się do Was, drogie koleżanki i koledzy. Nie muszę przypominać
po co się tutaj zebraliśmy
– wyniośle zabiera głos pewien trzecioklasista z
jeszcze dziewiczym wąsem – My gimnazjum nr 44! Stoję przed Wami i zapewniam
Was, że będę bronił naszej wolności. Naszej wolności, którą teraz, w tak
brutalny sposób chcą nam odebrać. Nie pozwólmy im na to! Pamiętajmy, naszą
tradycją jest możliwość wyboru. Nie mogą nam narzucić jednakowego uniformu, nie
mogą nam pozbawić indywidualności. Ich zamysłem jest upodlić naszą godność, żądają
od nas brak odrębność. Wedle takiego planu mamy stać się jednolitą masą. Nie
zgadzam się na to i wiem że racja jest po naszej stronie
– prawie ze łzami w
oczach zakończył gimnazjalista.
 

– Tak, tak… – przytakuje
przekornie – …a podobno w podstawówce sam zbierał podpisy, żeby wprowadzić
mundurki.
Mówiąc to bliżej nieokreślony młodzieniec zygzakiem wyszedł z klasy,
czym dobitnie pokazał swój lekceważący stosunek do przemawiającego.
 

Zebrani widząc takie nieelegancki
zachowanie pierwszaka zbulwersowali się nie lada.        

Trzeba będzie naskarżyć
rodzicom
– wycedził ktoś z tłumu. [zyt]

Tak bardzo intrygujące są te małpy. Jestem nimi wręcz zafascynowany. Spójrzmy na nie: Swobodnie skaczą po koronach drzew zdobywając pożywienie i bawią się beztrosko. Biegają, podśmiechują się sympatycznie, jeden jedynym ich kłopot to drapieżniki. Małpi spryt nie rozwinął się do etapu w którym można zauważać i pojmować problemy. Po prostu sielanka.

Podobnie sprawa ma się z dwulatkiem. Takie dziecko zostanie nakarmione, pobawi się troszeczkę, poobserwuje otaczający go świat i pójdzie spać. Nie posiada skrepowania, jest zdolne do wielu zachowań niedopuszczalnych w późniejszym życiu. Kiedy chce zrobi kupkę a nielubianej cioci da rączką w twarz. Ot tak! Bo dlaczego nie! Nierozumienie zasad postępowania w społeczeństwie pozwala na ogromną swobodę, a poziom wiedzy i ograniczoność tak młodego umysłu nieświadomie potęguję w nim poczucie wolności. Krzyczy kiedy chce, śpi kiedy chce – chce i ma.
 
Wszystko to za sprawą zależności w jakie jesteśmy wplątani i posiadanego wewnętrznego “ja”. Nasze wyobrażenie siebie i związki których jesteśmy stronami, powiedzmy to wprost, ograniczają nas niemiłosiernie. Począwszy od pracy i grubości portfela, znajomych i rodzinę, przez obyczaje i tradycje, po możliwości technologiczne na ułomności naszego organizmu kończąc. Nie możemy, nie chcemy, nie możemy chcieć, nie chcemy móc. Tylko pytanie: Czy lepiej jest nie wiedzieć, że się nie może, czy rozumieć niespełnianie naszych wewnętrznych potrzeb? Zdaje się, że te 30 miliardów komórek nerwowych w naszym mózgu to dla nas tylko problem.

A ja czuję się wolny i właśnie w tej chwili mam kaprys – przestaję pisać. Mimo wszystko, trudno jest powiedzieć, że wolność jest we mnie, w nas. [zyt]

W bliżej nieokreślonym
warszawskim zoo, podczas codziennego karmienia małp miał miejsce niezwykły
incydent. Dwa samce alfa, zazwyczaj nastawione wobec siebie agresywnie, w
sytuacji gdy pozostał tylko jeden smakowicie wyglądający banan doszły do
porozumienia. Dokładnie rzecz ujmując pierwszy z szympansów odstąpił pożywienia
drugiemu.

Jesteśmy dumni ze swoich kuzynów i mamy nadzieję, że czyn ten jest wyrazem
dobrej woli i nie jest podszyty jakimś podstępnym planem. Oby szympans nie był
szympansowi wilkiem. [zyt]

Andrzej podobny do małpy jest, owszem. Nie mam na myśli jego fizyczności, choć nietrudno zauważyć, że goryl z niego niezły. Chodzi o jego wnętrze. Bardzo głębokie wnętrze.  

 

Małpa małpą, człowiek człowiekiem, ale podobieństwa są wyraźne. Ta tylko kilkuprocentowa różnica w naszych kodach DNA nie przeszkadza specjalistom przeprowadzenia niebanalnych doświadczeń. Eksperci, którzy tworzą specjalne opakowań wiedzą jaka to nieznacząca rozbieżności.

 

Takiemu szympansowi, na przykład, pokazywany jest zestaw pojemników z tanim płynem do szyb. Jedno naczynie szare, drugie bure, trzecie pstrokate, nie najważniejszy tu kolor. Małpa popatrzy, przyjrzy się i wybierze taką butelkę, które najłatwiej złapać.

 

Druga próba zręczności jest trudniejszym testem. Przed człekokształtnym wyłożone zostaje kilka flakoników z drogimi perfumami o wymyślnych kształtach. Teraz wybór jest kłopotliwy. Przymierza się Kiki, przymierza, wybiera te łatwiejsze, zostawiając zwycięską buteleczkę o najbardziej ekstrawaganckiej formie.

 

My, istoty o kilka kroków w ewolucji dalej, jak te opakowania, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i wnętrza, próbujemy być niedostępni do granic niemożliwości. Tacy trudni do uchwycenia, tacy nie do zrozumienia, tacy nieprzystępni, z zasady.

 

Reguła niedostępności! – powiedzieliby spece od reklamy. [zyt]

Ej Andrzej

7 komentarzy

Pamiętacie może jakiegoś Andrzeja który próbował zmienić swoje życie? Zapomnijcie. Już po kilku chwilach ani pół postanowienia nie przetrwało. Ostał się taki śmiertelnik przy dotychczasowej, starej, no i według niego najrozsądniejszej postawie. Jestem jaki jestem – odpowiadał na każde zarzuty o jego leniwą niezmienność.  

Nie zmienił się. Pozostał taki sami. Przez dni, miesiące i lata. Nic a nic. Stabilność – w najgorszym tego słowo znaczeniu.  

Z jednym mały zastrzeżeniem. Nie zmienił się wobec nas! Widzimy go w konkretnych miejscach, o konkretnej porze dnia. Stoi na podwórku ze swoimi znajomymi, nierzadko popijając piwo zza pazuchy. Tylko tyle. Mamy przypisaną funkcje i obszar występowania. Jak u zwierząt.  

– Ojej! – powiemy ze zdumieniem. – Andrzejek w garniturze? Nie pasuje to do niego! Za kogo się przebrał? – szydzimy z pracownika fizycznego. – A gdzie te jego znoszone portki?  

I właśnie w chwili, gdy zamienił stare, spłowiałe sztruksy na całkiem stylowy garnitur zburzył w nas poczucie porządku. Mówiąc: Andrzej – mamy przed oczyma niechlujną osobę. A teraz: gustownie uczesany, dokładnie ogolony, ładnie pachnący. Jest problem. Nie potrafimy go ulokować w naszym wewnętrznym spójnym systemie. A poza tym Andrzej, zupełnie inaczej się porusza, jakoś tak z klasą, tak dostojnie. Widocznie coś go uwiera w lędźwiach.  

Nie wie co to public relations, ale w pewnym sensie nieświadomie był jego mistrzem. Spójność wizerunku robotnika o imieniu Andrzej była wśród umysłów sąsiadów wyśmienita. Potrafili dokładnie przypisać mu poglądy, przewidzieć zachowania czy opisać atmosferę panująca w jego rodzinie.  

Nie dziwmy się, bo przecież ci sami sąsiedzi, ta masa, szufladkuje każdego obcego również na pierwszy rzut oka. Spojrzą i już widzą rys charakterologiczny. Umieszczają nowopoznanych obok innych, takich którzy już znajdują się poszczególnych kategoriach. Cechy fizyczne, ubiór czy całe mnóstwo innych elementów mogą stać się przyczyną podziału. 
 
A Andrzej przecież wydaję za mąż swoją najstarszą córkę! Niewierzący, dystyngowany siedzący w pierwszej ławce, z rączkami złożonymi jak podczas Pierwszej Komunii Świętej. [zyt]    

Wdzierające się promienie zimowego słońca rozświetlają całe pomieszczenie ciepłym blaskiem, a unoszący się kurz dodatkowo nadaje nastrój niczym z pierwszych scen hollywoodzkiego filmu. Nawet ten lekkim smrodek wiszący w powietrzu i mały głodek osoby leżącej na materacu nie przeszkadza w dostojności chwili. Jego spocone i szare spodnie od piżamy, założone w taki sposób, że dwie kończyny znalazły się w jednej nogawce, nie zobowiązują nas do nazywania go Szarym ani Pijanym. Dla nas będzie on Andrzejem. Śpiącemu Andrzejowi chyba coraz bardziej dokucza niedobór pokarmu. Przebudził się.


 

Tak, wiem. Rozumiem, a właściwie zrozumiałem – mówi sam do siebie, jeszcze jakby przez sen, wpatrując się w jemu tylko znany punkt na suficie – Od stycznia postaram się żyć lepiej. Będę lepszym człowiekiem. Będę lepszym człowiekiem i tyle – bełkocze, wyginając twarz a ręką zgniatając swój rzymski nos.


 

Mówiąc słowa „tyle” podniósł się do pozycji plecowertykalno-nogohoryzontalnej. Spojrzał się na magiczną poświatę kurzu.


 

– Nie będę przeklinał. Nie będę kłamał. Nie będę musiał przepraszać, bo nie będzie dochodziło do takich sytuacji. – ciągnie jakby wymyślał na nowo Dziesięć Przykazań Bożych. – Nie będę zdradzał. Nie będę w żaden sposób oszukiwał. Będę uprzejmym i grzecznym człowiekiem. Będę pomagał. – mówił trzymając cały czas dłoń na twarzy – Będę uprawiał więcej sportu. Będę bardziej ambitny. Będę się modlił…


 

Zamyślił się na chwilkę, po czym powoli wrócił do pozycji spoczynkowej.


 

W tym samym momencie atmosfera stała się gęsta, nie tylko od złuszczonego naskórka i wczorajszego potu, ale i od jego patetycznych i egzystencjalnych myśli.


 

Spokój ten przerywa wrzask!


 

– Ej, wstawaj! Już dochodzi południe! Rusz tyłek. Trzeba iść do sklepu – kobiecy pisk brutalnie niszczy tak skrupulatnie stworzoną równowagę ducha.


 

– Ja pierdolę! Za pięć minut! Za pięć minut! Kurwa! Potrzebuję teraz spokoju! Sama sobie idź, jak tak bardzo chcesz! Głupia. – cedził przez zaciśnięte zęby tak, że aż jego policzki nabrały nienaturalnych kształtów.


 

Tak oto kolejna osoba staje się bardziej wartościowym człowiekiem! Kolejne postanowienie noworoczne! Miejmy nadzieję tylko, że ten nagły wytrysk jadu jest pierwocinami nowego stanu rzeczy. W końcu Pierwsze śliwki robaczywki a Pierwsze koty za płoty. [zyt]


  • RSS