Pamiętacie może jakiegoś Andrzeja który próbował zmienić swoje życie? Zapomnijcie. Już po kilku chwilach ani pół postanowienia nie przetrwało. Ostał się taki śmiertelnik przy dotychczasowej, starej, no i według niego najrozsądniejszej postawie. Jestem jaki jestem – odpowiadał na każde zarzuty o jego leniwą niezmienność.  

Nie zmienił się. Pozostał taki sami. Przez dni, miesiące i lata. Nic a nic. Stabilność – w najgorszym tego słowo znaczeniu.  

Z jednym mały zastrzeżeniem. Nie zmienił się wobec nas! Widzimy go w konkretnych miejscach, o konkretnej porze dnia. Stoi na podwórku ze swoimi znajomymi, nierzadko popijając piwo zza pazuchy. Tylko tyle. Mamy przypisaną funkcje i obszar występowania. Jak u zwierząt.  

– Ojej! – powiemy ze zdumieniem. – Andrzejek w garniturze? Nie pasuje to do niego! Za kogo się przebrał? – szydzimy z pracownika fizycznego. – A gdzie te jego znoszone portki?  

I właśnie w chwili, gdy zamienił stare, spłowiałe sztruksy na całkiem stylowy garnitur zburzył w nas poczucie porządku. Mówiąc: Andrzej – mamy przed oczyma niechlujną osobę. A teraz: gustownie uczesany, dokładnie ogolony, ładnie pachnący. Jest problem. Nie potrafimy go ulokować w naszym wewnętrznym spójnym systemie. A poza tym Andrzej, zupełnie inaczej się porusza, jakoś tak z klasą, tak dostojnie. Widocznie coś go uwiera w lędźwiach.  

Nie wie co to public relations, ale w pewnym sensie nieświadomie był jego mistrzem. Spójność wizerunku robotnika o imieniu Andrzej była wśród umysłów sąsiadów wyśmienita. Potrafili dokładnie przypisać mu poglądy, przewidzieć zachowania czy opisać atmosferę panująca w jego rodzinie.  

Nie dziwmy się, bo przecież ci sami sąsiedzi, ta masa, szufladkuje każdego obcego również na pierwszy rzut oka. Spojrzą i już widzą rys charakterologiczny. Umieszczają nowopoznanych obok innych, takich którzy już znajdują się poszczególnych kategoriach. Cechy fizyczne, ubiór czy całe mnóstwo innych elementów mogą stać się przyczyną podziału. 
 
A Andrzej przecież wydaję za mąż swoją najstarszą córkę! Niewierzący, dystyngowany siedzący w pierwszej ławce, z rączkami złożonymi jak podczas Pierwszej Komunii Świętej. [zyt]