Tak bardzo intrygujące są te małpy. Jestem nimi wręcz zafascynowany. Spójrzmy na nie: Swobodnie skaczą po koronach drzew zdobywając pożywienie i bawią się beztrosko. Biegają, podśmiechują się sympatycznie, jeden jedynym ich kłopot to drapieżniki. Małpi spryt nie rozwinął się do etapu w którym można zauważać i pojmować problemy. Po prostu sielanka.

Podobnie sprawa ma się z dwulatkiem. Takie dziecko zostanie nakarmione, pobawi się troszeczkę, poobserwuje otaczający go świat i pójdzie spać. Nie posiada skrepowania, jest zdolne do wielu zachowań niedopuszczalnych w późniejszym życiu. Kiedy chce zrobi kupkę a nielubianej cioci da rączką w twarz. Ot tak! Bo dlaczego nie! Nierozumienie zasad postępowania w społeczeństwie pozwala na ogromną swobodę, a poziom wiedzy i ograniczoność tak młodego umysłu nieświadomie potęguję w nim poczucie wolności. Krzyczy kiedy chce, śpi kiedy chce – chce i ma.
 
Wszystko to za sprawą zależności w jakie jesteśmy wplątani i posiadanego wewnętrznego “ja”. Nasze wyobrażenie siebie i związki których jesteśmy stronami, powiedzmy to wprost, ograniczają nas niemiłosiernie. Począwszy od pracy i grubości portfela, znajomych i rodzinę, przez obyczaje i tradycje, po możliwości technologiczne na ułomności naszego organizmu kończąc. Nie możemy, nie chcemy, nie możemy chcieć, nie chcemy móc. Tylko pytanie: Czy lepiej jest nie wiedzieć, że się nie może, czy rozumieć niespełnianie naszych wewnętrznych potrzeb? Zdaje się, że te 30 miliardów komórek nerwowych w naszym mózgu to dla nas tylko problem.

A ja czuję się wolny i właśnie w tej chwili mam kaprys – przestaję pisać. Mimo wszystko, trudno jest powiedzieć, że wolność jest we mnie, w nas. [zyt]