Ach
ci, Bogu ducha winni, rodzice! Tyleż kłopotu z wychowaniem potomka na swój znak
i podobieństwo. Jakaż niesforna ta dzieciarnia w dzisiejszych czasach, oj
niesforna. Chuliganią tylko i łajdaczą się gdzie popadnie – byle gdzie,
pokątnie. Po nocach, hultaje łażą, nicnierobieniem zajęci aby. A na dodatek
byle co jedzą i byle jakie są.

Gdy
już w domu na chwilę się zjawią – a rzadko bywają, bo go jak hotel traktują –
to tylko przed telewizorem siedzą. Telewizor i telewizor. Skaczą po kanałach,
że oczy bolą. Przecież to nawet oglądaniem nazwać nie można, a jak na czymś oko
zawieszą to tylko, albo krew, albo panienki gołe, albo hałas jakiś, co muzyką
niby nazywają. Ladacznice same w tej telewizji, nic się nie nauczą te
dzieciaki. Albo jakieś pedały, wyfryzurowane cyrkowo. Kto to widział tak na
ulicy się pokazać? Pedały i pedały! Grzech, grzech i jeszcze raz grzech.

Najgorsze
jest to, cholera jasna, że zawsze, ale to zawsze, gdy akurat jak mój ulubiony
program, to oni też coś chcą obejrzeć. Te ich głupoty.


Człowiek swoje czternaście lat przeżył i chce sobie, w spokoju poleżeć na
kanapie, z nogami na pufie

stwierdziła krytycznie gimnazjalistka. [zyt]