Polacy
to wyjątkowi szczęściarze. Nasz rodziny język daje nam niezliczone możliwości
wypowiadania swoich myśli. Nie ma przeciwwskazań przed tworzeniem zdań okrągłych,
niczym walec z Sevres, nic nie stoi nam na przeszkodzie powiedzeniu zdanie, o
długości drogi z Gdańska do Krakowa, które i tak niewiele wnosi do dyskusji.

Spróbujmy,
choć troszeczkę, wyjaśnić podstawę fenomenu języka jakiemuś przeciętnemu
Andrzejowi.

Przedstawiając
rzecz jak najprościej – język składa się, z części mowy, czyli słów oraz
łączeniu i wypowiadaniu ich – mowy. I tak, słowo to narzędzie, mowa to jego
przeznaczenie, funkcja. Dalej, słowo to siekiera, mowa to rąbanie. Inaczej,
słowo to szczoteczka do zębów, mowa to mycie się nią. Można co prawda, do
ścinania drzewa użyć szczoteczki, jednak wątpię w sukces tego przedsięwzięcia,
tak jak martwiłbym się o stan uzębienia podczas szorowanie jamy ustnej toporem.

Te
przesadnie frywolne zestawienia, mają za zadanie ukazać potrzebę wyjątkowego
skupienie przy artykułowaniu wewnętrznych refleksji, bo chyba nikomu nie trzeba
tłumaczyć, czym kończy się, choćby szczoteczka w rękach szaleńca, o siekierze
już nie wspominając! [zyt]