zyt blog

Twój nowy blog


Werbalne obrzucanie bliźniego
mięsem jest zwyczajem tak pospolitym i banalnym. Wiemy przecież, że to skutek
niewinnego przyzwyczajenia, albo niezależnych od nas czynników jak cechy
charakteru czy błędy wychowawcze rodziców. Szalenie intrygujące jest natomiast
inne nieco podobne zjawisko.  

Na myśli mam proceder tak pospolity i codzienny, że nieomal umknąłby nam naszej
uwadze. Chodzi tutaj o zjawisko wielokrotnego, niewyjaśnionego rysowania
męskich organów płciowych. Powiedzmy sobie otwarcie, „to” istnieje i ma się
dobrze.  

Wyobraźmy sobie taką oto wielce prawdopodobną historię: Młodzieniec o imieniu
Tomcio, kolega z ławki właśnie będącego przy biurku pani od biologii Dawidka,
niepostrzeżenie sięga do plecaka odpowiadającego. Dawidek jak to Dawidek, nie
potrafi zbyt wiele, albo po prostu wstydzi się odpowiadać. Na pytanie
biologistki: Jaka jest różnica pomiędzy rozmnażaniem płciowym i bezpłciowym?
odpowiada flegmatycznie i nieskładnie. Za to Tomcio, ze zwierzęcym błyskiem w
oku zarysowuje kolejną kartę zeszytu. A to penis, a to prącie, a to fiutek
zamazują kolejne linijki tekstu.  

Nie mówcie tylko, że nie braliście udziału, lub choć nie byliście świadkami
podobnej sytuacji.  

Takie zajścia powtarzają się tym częściej i z tym większą intensywnością, im
większy jest wskaźnik jednopłciowości grupy. Dodatkowym czynnikiem pobudzającym
potencjalnych sprawców są ich wzajemne relacje, stan wypoczęcia, poziom
endorfiny i testosteronu w organizmie. W skrócie oznacza to, że w skupiskach
wyłącznie męskich, bo tylko o takich mogę powiedzieć, malowanie penisów
gdziekolwiek popadnie jest incydentem nagminnym. 

Jakie to dzikie, nieprawdaż? Uczciwie mogę powiedzieć, że zachowujemy się
troszeczkę jak zwierzęta, które intencją jest kontynuacja swojego gatunku.
Narysować więcej! Narysować większego! Narysować bardziej oryginalnego w trudno
dostępnym miejscu! – to jak zadania, postawione przed osobą, która chce przejść
inicjacje. Nagrodą za zobrazowanie prącia, poza poprawieniem nastroju jest
szacunek wśród potencjalnych rywali o samice. Stajemy się silniejsi.
Podobieństwo do dziecięcych porównań organów, jest tak oczywiste, że nie będę
tego przytaczał. 

Albo nie! Ten cały rodzaj ekshibicjonizmu to nic innego jak odreagowanie na
tabu nałożone na nas za sprawą złego węża i socjalnych ograniczeń! Od lat
wczesnoszkolnych zakorzeniony w nas zakaz nie zezwala na swobodę w kwestiach
intymnych. Czujemy się zażenowani własną intymnością, swoim ciałem, o
erotyczności już nie wspominając. Taka wstydliwość, musi w końcu znaleźć
ujście, a fakt, że w powszechnym mniemaniu uchodzi ona za zjawisko
nieprzyzwoite i zabronione, stanowi dodatkowy bodziec, który jest celem samym w
sobie. 

Wszakże lubujemy się w nieprzyzwoitościach.  

I jeśli następnym razem zauważymy bezwstydnego fallusa w najmniej spodziewanym
miejscu nie dziwmy się zanadto, najpierw pomyślmy: Ile we mnie jest
nieprzyzwoitości? I dlaczego ja jestem taki obłudny! [zyt]


 

Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Słowo powiedziane trzykrotnie nabiera takiej nieziemskiej i tajemniczej mocy. Niejeden w podobny sposób wyrzekł się spraw fundamentalnych, niejeden okazywał rzeczy przyziemne. Niejeden pierwszy, był przypadkiem bardziej niebanalnym, tyczył się on problemów tak podstawowych jak świętość. O niejednym drugim zapomnimy. 

Co do świętości. Niedługo nie będziemy musieli się jej wyrzekać. Sacrum coraz częściej omija nas szerokim łukiem. Łukiem, jak ten McDonaldowy. I tak jak ten McDonaldowy, globalnym, rozmiękłym i psuj-nastrojowym. Nie chodzi tutaj nawet o sacrum w najbardziej doniosłym tego słowa znaczeniu. Po prostu. 

 

Aby coś było niezwykłym, coś zwykłym być musi.

 

Kwintesencją niecodzienności jest jej okresowość. Naturalne, że człowiekowi przeje się niecodzienność, podobnie jak zbrzydłby karp jedzony cotygodniowo w niedziele zamiast schabowego. Ale i odwrotnie. Profanum nie może stanowić niekończącej się ciągłości. Przecież tak lubi od czasu do czasu założyć najlepszy garnitur.

 

Ludzie to istoty, mimo wszystko nie lubiące jednostajności. Nawet tak oczekiwany miły i sympatyczny nastrój zaczyna być nużący, prawda? Chyba właśnie dla tego powstały bluzgi.  

 

Odświętne „przepraszam” i codzienne „cholera” to istoty naszego wieku. Pierwsze mieszczące się tuż obok „wybacz” i „kocham cię” gdzieś pod aureolą, drugie, niedaleko mocniejszego „dupa”, „kurwa” i „chuj”, leżące w błocie codzienności. I w tym błocie się tarzające. [zyt]

Nim mały rozrabiaka, na pytanie mamy „Kto to zrobił?” odpowiedział „To oni!”, nim po raz pierwszy oskarżano się o przyczyny konfliktu,  nim bezpodstawnie użyto siły , nim ktoś na kogoś, nim my na nich, nim oni na nas, nim Herodot został poczęty, już wtedy w ludzkim umyśle zakorzenione był zarodek podłej dwubiegunowości. Systemu moralnego, tkwiącego w każdej jednostce. Lubujemy się przecież w skrajnościach, uwielbiając przy tym czuć wsparcie innych. Jakie to proste mieć czarne i białe, prawda? W każdej dziedzinie życia szukamy niesprawiedliwego kategoryzowania.

 

A my i tak jesteśmy ci lepsi, a oni i tak są ci gorsi. Bo przecież ktoś musi.

 

Dlaczego Niemcy są Niemcami? Bo tak ich Polacy nazwali na cześć i chwałę języka niemieckiego. Według nas, mówią oni tak, jakby byli niemowami. Inni przykład? Proszę. Jak Eskimosi nazywają swoją wspólnotę? Inuici! Co to oznacza? „Prawdziwi ludzie.” Ich sąsiedzi Atapaskowie natomiast, określają ich mianem „Zjadacze surowego mięsa”. Jakie to życzliwe! Na tym nie koniec. Każdy z nas wiem gdzie leży Państwo Środka, prawda? Jak sama nazwa wskazuje na środku, tak? „Na środku czego?” – pytam. Nie wspomnę już o fakcie wyznaczania centrum Europy, na przykład. Każdy kraj, bez mała, ulokowałbym go najchętniej w granicach swojego państwa. Ile jest historii świata? Mnóstwo. Dlaczego? Bo my to my, a oni to oni. My mamy swoją przeszłości, oni swoją. My nasz punkt widzenia, oni jakiś inny, błędny. Powiedzmy sobie szczerze, jak w tak zagmatwanym świecie poznać prawdę. Najprostszy sposób to ustalić dobro i zło. Dobro na białym koniu, zło na czarnym.

Jak w westernie. Od westernu blisko już do Stanów Zjednoczony. A w Stanach jak to w Stanach, wróg jest potrzebny. To dopiero specyficzny kraj!  Jak inaczej zaspokoić rozbuchaną amerykańską mentalność i ustalilizować gospodarke? Przeciwnik musi być i tyle! USA to państwo potrzebujące konfliktu. 

Starając się nakłaniać, by nie ulegać stereotyp, sam to robię. Cholera, przepraszam.

 

I nic, co ludzkie, nie jest mi obce. [zyt]

W za zimne piątkowe popołudnie, rozmyślając o rozgrywkach polskich sportowców, zastanawiam się, w której dyscyplinie Polacy odnoszą największe sukcesy? – Proste, prawda? – zadaję sobie pytanie, wykrzywiając pomarszczone czoło. Popatrzmy.    

Ktoś powie: Może piłka nożna? Przecież na każdym podwórku małolaty kopią szmaciankę! Niemałe sukcesy odnosiliśmy, racja, ale to było lata świetlne temu! Kto to pamięta? Piłka ręczna? Siatkówka? Tylko sezonowo! Raz na jakiś czas. Pewnie przydatkiem. Nie potrafimy utrzymać formy. Skoki narciarskie! Tak, to był powód dumy, ale gdzie są jego następcy naszego mistrza pytam. Formuła pierwsza? Biedny Polak, nikczemni Niemcy coś majstrują przy jego bolidzie. I nie wygrywa systematycznie.   

Przekornie, naszym chlubnym, tradycyjnym zwyczajem, urastającym do rangi sportu narodowego jest narzekanie, marudzenie, zrzędzenie, gderania. Jakkolwiek by go nie nazwać, pośród wielu narodów nie mamy sobie równych.     

Czy tradycja zrzędzenia związana jest z religią katolicką? Katolicyzm, bowiem, może się wydawać, za najbardziej wartościową uznaje postawę uległą i pokorną. Wierzący Polak powinien choć kilka razy dziennie pomarudzić, jeśli dodatkowo nie jest zamożny, przez ogół uznawany jest za tak zwanego swojskiego człowieka. Jeśli nie jest zamożny – cytując samego siebie, bo status materialny jest bowiem doskonałą sposobnością do pogderania. Skąd mój sąsiad ma tyle pieniędzy? Pewnie ukradł! Dlaczego ja tyle nie mam? – mówimy, nie mogąc zrozumieć, że człowiek zza żywopłotu kształcił się przez wiele lat, a teraz pracuje po 10 godzin dziennie. Irytująca jest również, oczywiście, współczesna sytuacja gospodarczo-polityczna Polski. A jak! Złe stosunki międzynarodowe, kiepska opozycja, jeszcze gorsza koalicja, podwyżki cen żywności i benzyny, globalny kryzys. Tak, to pewnie dlatego z natury jesteśmy zrzędami, to przez gospodarkę i politykę. Wspominając o nich blisko już do historii. A tutaj kolejne miliony pretekstów do niezadowolenia. Nie wyciągamy pozytywnych wniosków. Zadręczamy się porażkami i kompromitacjami.   

To przez wiarę katolicką tacy jesteśmy? Na Boga! A Włosi, Hiszpanie i Portugalczycy? Gdzie u nich taki pesymizm?

Gospodarka i polityka? Spójrzmy na ubogie państwa afrykańskie, azjatyckie, albo na inne, pseudodemokratyczne. Tam nawet nie ma możliwości głośnego wyrażenie krytyki! Historia? Racja, nasza przeszłość nie należała do bezkrwawych, ale czy teraz jesteśmy w stanie wojny albo bezpośredniego zagrożenia militarnego? Myślę, że nie. Mimo wszystko grzechem jest narzekać, prawda?


Gdzie sensowny powód takie stanu rzeczy?

Pewnie to przez „nich”. „Oni” zawsze są źli. Czymkolwiek by nie byli, kimkolwiek by nie byli – to „oni”. Cholerni „oni”! [zyt]

Załóżmy, że znamy pana Stanisława. Widzieliśmy już mnóstwo razy jego pucołowatą twarz i nieproporcjonalną sylwetkę, którą tak pedantycznie stara się ukryć. Słyszeliśmy częstokroć niemiły, szorstki głos. Niejednokrotnie czuliśmy przetłaczającą obecność, nieznośny sposób bycia i przenikająco śmierdzący pot. Pan Stanisław, swoją drogą, ma wyjątkowo nieprzyjemny zapach. Nie lubimy tego bardzo, prawda? A zdarzało się, że stał obok nas w zatłoczonym, wypełnionym po tafle szyb tramwaju. Załóżmy, że lubił wąchać stare księgi, jakby był pewien ze samym nosem wywącha wiedze. Domową biblioteczkę miał ogromną. Osiem półek w sypialni, siedem w salonie, każda wypełniona opasłymi tomiskami. Wszystkie książki były stare, ładnie pachniały. Ładnie pachniały dla Pana Stacha-tego łacha, my przecież nie znosimy takiego smrodu. A powiedzonko: Panie Stachu, ty łachu powtarzałem w myślach, zawsze kiedy pojawił się w polu mojego wzroku…

Nagle brzdęk!

A teraz, załóżmy, że… wcale tak nie było.                 
         
Mężczyzn twarz miał sympatycznie okrąglutką, jego głos to męski bas, który to niejedną kobietę przyprawiał o dreszcze. Lubił dbać o swój wygląd. Stasiu był człowiekiem spokojnym, nie przeszkadzał nikomu. Mógł się podobać. Jego pot nie był wcale taki nieprzyjemny. Wszystkie książki przeczytał uważnie, troszczył się o nie.          
         
Załóżmy, że nasze założenia były błędne. I nie zakładajmy więcej niczego, co nie jest maseczką na nasze zmarszczki. Cholerne zmarszczki. [zyt]


  • RSS